Losy duchownych zesłanych do syberyjskiej Tunki w okolicach Bajkału
(1866-1901)

Po 1863 r. świadomość tragicznych losów Polaków na zesłaniu w Rosji była w kraju powszechna. Wiedza o losach duchowieństwa w niektórych kręgach wzrosła w 1875 r., gdy jeden z wygnańców z tej grupy - kapucyn Wacław Nowakowski ogłosił w Poznaniu książeczkę pt. Wspomnienie o duchowieństwie polskim znajdującym się na wygnaniu w Syberii, w Tunce. Szybko rozeszła się ona po kraju, zawędrowała też na emigrację. Cyprian Kamil Norwid przebywający wtedy we Francji, przeczytawszy ją, przejęty i współczujący, napisał wiersz pt. "Ołówkiem" na książce o Tunce. Jest to poetycka refleksja nad losem księży zagubionych w dalekiej północy Syberii.

Jak gdyby trąba porwie warstwę lata
I rzuci w północ gestem osobliwym,
I jakby nie był tylko sprawiedliwym
Twórca - przyrody, lecz i ojcem świata,
I sprawy czynił wyjątkowej treści,
A meteory grały Mu chóralnie,
Śnieg rozpłakiwał się i czuł boleści
Ludzi okutych, co w nim brodzą walnie - -

W roku 1875 hr. Władysław Plater założył w Szwajcarii "Międzynarodowe Towarzystwo" dla zbierania składek na rzecz zesłanych księży. Nawiązano też kontakty z Galicją i Poznańskiem, z księżmi byłymi Sybirakami, z Rosji przychodziły spisy imienne i adresy księży zesłańców. Znaleźli się pośrednicy przez których zaczęła płynąć pieniężna pomoc do Rosji. Niektóre galicyjskie i poznańskie czasopisma rozpoczęły społeczną zbiórkę na ten cel. Lwowskie "Wiadomości Kościelne" odnotowywały nazwiska i miejsca pobytu księży w Rosji od 1875 r. przez następnych kilka lat; drukowano fragmenty ich poruszających i budzących współczucie listów z zesłania. Przypuszczać wolno, że na fali tego zainteresowania losami zesłanych księży powstał później imienny spis pozostających w Rosji, wydrukowany litograficznie we Lwowie w 1881 r. Wszystko to zainspirowała historia Tunki, dziś jakby zapomniana.

Tunka była to wieś buriacka, leżąca na dawnym trakcie handlowym pomiędzy Bajkałem a mongolskim jeziorem Kosogoł, około 200 wiorst na południowy zachód od Irkucka i 100 od granicy chińskiej. W latach 1866-1875 stała się ona głośna na Syberii Wschodniej jako główne i największe miejsce karnego osiedlenia księży, uczestników powstania 1863 r. Władze syberyjskie zgromadził tam duchownych rozproszonych wcześniej w różnych katorgach i oddalonych miejscowościach głównie guberni irkuckiej i jenisejskiej.

Żyli tam w odosobnieniu, pod policyjną kontrolą, ale z pewnym zakresem wolności w obrębie wioski i samej wspólnoty. Wszyscy duchowni byli pozbawieni praw swojego stanu, stąd nie wolno im było odprawiać mszy św., ale czynili to po kryjomu. Mogli pracować, uczyć się, spotykać - prowadzić życie wspólnotowe, religijne, kulturalne, towarzyskie. Warunki jednakże stworzono im takie, żeby zabieganie przy codziennej egzystencji zajmowało większość czasu.

Początkowo otrzymywali od władz, często nieregularnie, 3 ruble miesięcznego karmowego, wkrótce zwiększone do 6 rubli. Pod tym względem traktowani byli jako grupa uprzywilejowana, na równi ze szlachtą i ziemiaństwem. Materialnie mieli się więc znacznie lepiej niż np. chłopi. Były to mimo wszystko sumy pozwalające na nędzną wegetację. Tragizm położenia zwiększała tęsknota, nostalgia, brak perspektyw i niepewność jutra, wszelakie choroby, którym często trudno było zaradzić, prymitywizm otoczenia i dzikość przyrody.

Pod każdym względem najtrudniejsze były początki, gdy miejscowe środowisko było jeszcze nieufne, niekiedy wrogie, gdy brakowało jedzenia, funduszy, a wioskę nawiedziła epidemia tyfusu. Wiosną 1866 r. zmarł w Tunce pierwszy duchowny - ks. Szymon Janikowicz ze Żmudzi; później były jeszcze inne ofiary. Wkrótce jednakże duchowni pokonali wiele przeszkód i potrafili się zjednoczyć w sprawach życia codziennego. Ze wspólnego kapitału, na który złożyły się głównie niewielkie, lecz regularne składki z rządowego karmowego, utworzono spółkę i sklep "Artel", założono na własne potrzeby aptekę, obsiewano i uprawiano wspólnie pola. Sklep stał się nawet konkurencją dla miejscowych, przynosił zyski. Po wielu jednakże latach spółka się rozpadła, gdy nieudolnie zaczęto nią kierować.

Poza wspólnotowym działaniem, większość duchownych podejmowała na własną rękę różne prace rzemieślnicze. Księża stali się krawcami, szewcami, introligatorami, rzeźnikami, rolnikami, wytwórcami cygar i papierosów, rybakami, cukiernikami itp. Był nawet jubiler, handlujący swoimi wyrobami we wsi - kanonik warszawski i społecznik ks. Józef Stecki. Większość uprawiała przydomowe działki warzywne, kwiatowe. Niektórzy dorobili się własnych gospodarstw i domów, kilku miało własne sklepy, jak np. ks. Aleksander Jankowski z diec. sandomierskiej, o którym jeszcze wspomnimy. Rolnikiem był, np. ks. Stanisław Matraś z Krzeszowa nad Sanem, później ciekawy pamiętnikarz. Dwóch zajmowało się praktyką lekarską: Rafał Drewnowski i Ludwik Czajewicz, czego nauczyli się jeszcze w latach katorgi. Byli jednak i tacy, którzy nie podejmowali żadnej aktywności w tym względzie. Tym wystarczało owe 6 rubli, dwóch księży pracowało u miejscowych chłopów jako wyrobnicy.

Nie zaniedbywano spraw związanych z kulturą i własną edukacją. Księża uczyli się języków, zgłębiali niektóre dziedziny wiedzy, głównie teologię i filozofię, ale także historię, przyrodę, etnografię, niektórzy malowali, rzeźbili, inni pisali wiersze, powieści. Ks. Mikołaj Kulaszyński z diec. lubelskiej, później autor pamiętników, studiował filozofię, tłumaczył dzieło niemieckiego teologa Doellingera Poganizm i judaizm; ks. Franciszek Szmejter z Pułtuska zajmował się botaniką i tworzył zielnik tamtejszej flory; kapucyn Nowakowski pisał historię Unii. Wyniki swoich badań i dociekań "uczeni" tunkińscy przedstawiali na pogadankach i wykładach. Wszystkim powyższym celom służyła biblioteka, na którą składało się w sumie blisko 1000 książek, będących własnością poszczególnych księży.

Rozwinięte było też życie towarzyskie, głównie w mniejszych kręgach koleżeńskich. Wspólnie założono klub, mieszczący się u jednego z księży. Spotykano się w nim, albo u któregoś prywatnie na towarzyskie pogawędki, dyskusje, muzykowanie (byli grający na harmoniach, skrzypcach), czy na gry w karty.

Nie sposób nie wspomnieć o ich życiu religijnym i kapłańskim. Władze przestrzegały w tym względzie jednego - by księża nie odprawiali mszy świętej. Początkowo próbowali oni założyć wspólną kaplicę , ale dość szybko z tego zrezygnowali. Każdy natomiast w skrytości starał się mszę odprawiać. Wiele potrzebnych do tego naczyń liturgicznych i strojów wykonywano domowym sposobem: szklanki zastępowały kielichy, pateny wykuwano z metalu, mszały przepisywano ręcznie, szyto ornaty. Nieliczni tylko zdołali przemycić z kraju suknie duchowne czy mszały. Jeśli miejscowe władze policyjne schwytały księdza na odprawianiu mszy, często konfiskowano i naczynia, i wszelkie aparaty. Na ogół jednakże "przez palce" patrzono na te praktyki, reagując przy donosach lub nakazach władz zwierzchnich.

Wbrew pozorom nie była to jednakże idealna wspólnota, nie wszyscy też duchowni mogli służyć za wzorzec, jak na ogół postrzegano ich jeszcze w latach walk powstańczych. Większość żyła bogobojnie i przykładnie, ale byli tacy, którzy mszy nie odprawiali, nawet nie uczestniczyli w nich podczas świąt i nie odmawiali brewiarza, niektórzy zajmowali się lichwą. Trzymający się na uboczu wspólnoty, po latach zapominali słów polskich, kaleczyli język ojczysty. Pisał o tym wspomniany ks. Matraś, a także ks. Kulaszyński. Był też pośród tunkińczyków odstępca od wiary i Kościoła, były bernardyn z Radomia o. Rafał - w życiu świeckim Józef Klimkiewicz. Wiary wyparł się publicznie kilka lat wcześniej, na katordze w Akatui w 1867 r., w Tunce dawał zły przykład swoim życiem. Wielu księży nazywało go panem Józefem, nie podawało mu ręki.

W ogóle - jak w życiu - były swary, nieporozumienia, niezdrowa rywalizacja o urząd starosty. W 1873 r. doszło do otwartego podziału we wspólnocie na dwie niechętne sobie grupy. Podłożem nieporozumienia była sprawa obdarowania nadzorującego księży rosyjskiego oficera kosztownym prezentem - złotym pierścieniem, z pamiątkowym napisem. W jawnym głosowaniu większość zdecydowała, że pierścienia nie należy wręczać, mniejszość, zwolennicy i przyjaciele Rosjanina, uczynili po swojemu. Ofiarowujących pierścień przeciwnicy nazwali pogardliwie "pierścieniarzami"; wieści tego zdarzenia rozeszły się echem także pośród Polaków w Irkucku.

Tunka funkcjonowała jako główne miejsce osiedlenia księży do roku 1875. W latach 1866-1875 przebywało tam w sumie 156 duchownych (księży, zakonników, kleryków i braci), w tym dwóch bazylianów; ponad 100 pochodziło z Królestwa Polskiego, pozostali z ziem wschodnich, jeden był z Galicji. Najwięcej duchownych przebywało jednocześnie w Tunce w grudniu 1870 r. - 142. W następnych latach wioska się wyludniała po kolejnych carskich amnestiach; w latach 1876-1877 zostało tam 6-8 duchownych. Pozostali opuścili Sybir, ale nie zostali uwolnieni, tylko odbywali łagodniejszy etap zesłania - w europejskiej części Rosji. Kilku wcześniej zwolniono do Galicji jako poddanych austriackich.

Z całej, liczącej blisko 160 osób grupy tunkińczyków wielu nie dożyło uwolnienia. Przyczynami śmierci, często młodych ludzi, było wycieńczenie psychiczne i fizyczne, stała tęsknota i nostalgia, ciągły stres, przy tym wszelakie choroby, także psychiczne, oraz tragiczne wypadki. W omawianych latach w Tunce zmarło 15 duchownych (jeden się spalił we własnym domu, innego zamordowano), 5 zmarło w szpitalu w Irkucku (jeden psychicznie chory), 2 zmarło na początku drogi powrotnej do Europy. 2 bazylianów pozostało na Syberii, (jeden w klasztorze prawosławnym w Irkucku, drugiego zesłano do Jakucji), co najmniej 6 duchownych zatrzymano przymusowo w Tunce, 2 innych zostało na Syberii chyba dobrowolnie. Z tych ostatnich ks. Franciszek Drewnowski, który w Tunce zajmował się leczeniem, był potem dyrektorem szpitala w Minusińsku, zmarł jako lekarz w Irkucku w 1897 r. Na Syberii został też apostata Józef Klimkiewicz, wyuczył się na weterynarza, założył rodzinę, zmarł już w XX w. prawdopodobnie w Tobolsku.

Zatem na Syberii zmarło i pozostało po r. 1877 pod przymusem lub dobrowolnie około 40 tunkińczyków. Warto wspomnieć, że w tamtych latach zmarł na Syberii prawie co 7. tunkińczyk; większość pochowano na katolickim cmentarzu (założonym przez księży) w Tunce, albo w Irkucku. Reszta - około 125 - powróciła do Europy.

W Rosji rozmieszczano księży sybiraków głównie w miastach guberni środkowych i północnych; słabym i chorym wyznaczano gubernie południowe. Najliczniej zamieszkiwali księża w Spassku, Kazaniu i tej guberni, w Horodyszczu gub. penzeńskiej, w Kostromie i Haliczu gub. kostromskiej, Wołogdzie i w Kurlandii - w miastach Szoenberg i Bausk i w wielu innych. Tu w Rosji władze nie trzymały się jakiejś stałej zasady, gdy idzie o zwolnienia do kraju lub odsyłanie poza granice Imperium. Niektórych księży zwolniono po kilku latach, innych po kilkunastu, wielu z Rosji już nie wyjechało. Najwięcej zwolnień było po amnestii z roku 1883.

W sumie do Królestwa Polskiego, do różnych diecezji (najwięcej do warszawskiej i płockiej) wróciło 20 księży; do Galicji wyjechało 24. Z tych ostatnich trzech ruszyło w świat, byli to zakonnicy: bernardyn Paulin Domański, który zmarł w Brazylii w 1889 r., franciszkanin Rafał Tomaszewski - w Stanach Zjednoczonych w 1888, franciszkanin Rafał Zienkiewicz pracował początkowo pośród Polonii w Buffalo, a w roku 1888 podobno ruszył do Ziemi Świętej, Ameryki, Afryki i Australii, aż ślad po nim zaginął. Większość pozostających w Rosji tam zmarła w różnym czasie, o nielicznych ślad zaginął. Najwięcej zmarło w Spassku - 6, w Horodyszczu - 4, w Haliczu (Galiczu) - 3, w Kurlandii - prawdopodobnie - 6, w guberni kazańskiej - prawdopodobnie 7. Spośród tych, którzy wyjechali do Galicji, 5 zmarło w Krakowie, 3 - we Lwowie, po 2 w Milatynie i Czortkowie, inni w różnych miejscach głównie archidiec. lwowskiej i diec. krakowskiej.

Niektórzy po uwolnieniu z zesłania pozostali w Rosji dobrowolnie pracując duszpastersko pośród wspólnot katolickich. Np. bernardyn Firmin Mędrkiewicz zmarł w Iwandarze, jako administrator w 1904 r.; reformat Ambroży Grzymała w latach 90. był kapelanem w Kostrowie, zmarł w Agonie na Łotwie w 1904 r.; ks. Erazm Kluczewski zmarł w 1915 r. w Proskirowie, wcześniej pracując jako proboszcz znanego kościoła św. Katarzyny w Petersburgu.

W syberyjskiej Tunce żyło jeszcze długo kilku duchownych. Mateusz Kasprzycki z diec. sandomierskiej zmarł tam po 1880 r., prawdopodobnie jako świecki, był rzeźnikiem; ks. Józef Rozga z Litwy, po odejściu stamtąd był na przełomie wieków proboszczem w Irkucku, gdzie zmarł w 1905 r. jako duszpasterz wielce zasłużony dla wspólnoty katolickiej, rozrzuconej na ogromnym obszarze.

W "księżowskiej" Tunce żył przez wiele lat jeden głośniejszych uczestników powstania styczniowego, więzień twierdz rosyjskich - Bronisław Szwarce. W latach 1890-1892 przebywał tam na zesłaniu Józef Piłsudski i inni polscy socjaliści, także Rosjanie, w sumie około 20 osób. Piłsudski znał osobiście wspomnianego ks. Jankowskiego, który "zajmował się lichwą", oraz brata kapucyna Aleksego Fijałkowskiego, handlującego bydłem. "Proletariatczycy" wspominali, że na przełomie lat 80. i 90. w Tunce żyło jeszcze kilku byłych duchownych; nosili brody, pozakładali rodziny, prowadzili różne interesy i byli zamożni.

Z tych ostatnich Jankowski i Fijałkowski mieli wrócić do kraju. O Fijałkowskim nic nie ustalono, ks. Jankowski powrócił do swojej diecezji sandomierskiej w 1901 r. Osiadł w Klimontowie, przy kościele podominikańskim, i tam zmarł w 1911 r. Ostatnim duchownym z tunkińskiej wspólnoty, który wracał już z Rosji bolszewickiej, po doświadczeniu nowej niewoli - po więzieniu w Kijowie, był ks. Stanisław Pomirski. Powrócił w roku 1920, zmarł w diec. płockiej w Kowalewku w 1929.

Próbując oceniać losy "tunkińskiej" zbiorowości księży, trudno nie zauważyć, że przedstawiają się one niezmiernie tragicznie. Wziąć przy tym należy pod uwagę, że bodaj żadna inna grupa polskiego społeczeństwa nie była tak napiętnowana przez władze i obciążona odpowiedzialnością za wydarzenia 1863 r., jak kler katolicki. Szły za tym bardzo wysokie kary, często niewspółmierne do winy. Przykład duchowieństwa osiedlonego w Tunce i przetrzymywanego następnie przez wiele lat w Rosji, spośród którego dwie trzecie tam dokonało swojego żywota, potwierdza to w całej rozciągłości. Chwała i pamięć należy się tym duchownym, którzy pomimo wieloletnich doświadczeń zesłania pozostawali następnie w Rosji z własnego wyboru, służąc tamtejszym, nie tylko polskim, wspólnotom katolickim.

Eugeniusz Niebelski

Dr hab. Zbigniew Niebelski, prof. KUL jest kierownikiem I Katedry Historii Nowożytnej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II oraz zastępcą sekretarza Komisji Historycznej Oddziału PAN w Lublinie.
Referat został wygłoszony 29.03.2006 r. na posiedzeniu Komisji w siedzibie lubelskiego Oddziału PAN.

powrót do góry

powrót do wydawnictwa

 
Kronika Oddziału według dat  
 
 Siedziba oddziału : Polska Akademia Nauk, Oddział w Lublinie
 Pałac Czartoryskich, Plac Litewski 2, e-mail: pan-ol@hektor.umcs.lublin.pl
webdesign emzab.pl